Publikacje

Kościół unicki w Mordach i okolicy. Zarys dziejów zapomnianych parafii

Unia brzeska

Wraz z unią polsko – litewską w Lublinie (1569) w skład Rzeczpospolitej Obojga Narodów weszły ziemie ruskie zamieszkałe przez ludność wyznania prawosławnego. Podlasie (w tym Mordy), należące dotychczas do Wielkiego Księstwa Litewskiego, zostało decyzją unii wcielone do Korony - polskiej części tego wielkiego, wielonarodowościowego państwa. Władze Rzeczpospolitej dążyły do przekształcenia jej z państwa bardzo zróżnicowanego, w jednolite narodowościowo i wyznaniowo. W tym celu w 1595 r. w Rzymie, co potwierdzono w 1596 r. w Brześciu nad Bugiem, zawarto lokalną unię Cerkwi prawosławnej z Kościołem katolickim w Rzeczpospolitej. Kościół prawosławny uznał zwierzchność papieża, ale zachował swoje prawa, zwyczaje, obrzędy i liturgię. Nazwano go Kościołem greckokatolickim, inaczej unickim, prawosławni stali się grekokatolikami, czyli unitami. Niestety, unia nie przyczyniła się do likwidacji podziałów narodowościowych, społecznych i wyznaniowych, a wręcz przeciwnie, niektóre z nich pogłębiła, m. in. dlatego, że nie przystąpiły do niej wszystkie diecezje prawosławne. 


Utworzenie parafii unickiej w Mordach

Podlasie, do którego historycznie należały Mordy, już od XII w. zasiedlali osadnicy ruscy i polscy z Mazowsza, z tym że Rusini raczej przybywali wcześniej. W XV w. te dwa elementy etniczne zetknęły się w okolicy Łosic, co znalazło odbicie w nazwach miejscowych obszaru pogranicza. Mimo że dzisiejsza granica gwar ruskich przebiega około 15 km na wschód od Mordów, to, jak pisze dr Zygmunt Gałecki, na północny wschód od miasta znajduje się „wyspa wsi ruskich”: Ogrodniki, Stok Ruski, Czołomyje, Hołubla, a także bliżej Mordów Głuchów i na zachód Wyczółki. Szczególnie nazwa Hołubla ma wyraźnie ruskie podstawy - jest utworzona od nazwy osobowej Hołub, zaś ta od białoruskiego i ukraińskiego wyrazu pospolitego hołub ‘gołąb’. Dawniej obszar, na którym dziś leżą Mordy, także znajdował się w strefie kolonizacji ruskiej, a śladem po niej jest choćby nazwa miasta, pochodząca od ruskiej nazwy osobowej (przezwy) Morda, czy dawna nazwa pobliskiego Głuchowa - Głuchowo Ruskie. Ludność zamieszkująca wspomniane miejscowości była w większości pochodzenia wschodniego, a przed unią brzeską wyznawała prawosławie i posiadała swoje cerkwie w Hołubli (od 1545 r.) i w Łosicach (od 1648 r.). Po unii te dwie cerkwie stały się świątyniami unickimi. W samych Mordach wyznawcy prawosławia na pewno byli w zdecydowanej mniejszości, niemniej jednak trzecia parafia unicka w tej okolicy powstała w mieście Mordy. Czy utworzono ją jednak, jak w dwóch poprzednich przypadkach, na bazie istniejącej wcześniej parafii i cerkwi prawosławnej? Nie wiadomo, choć wiele za tym przemawia. W wypisie z „Rękopisu Mordzkiego Archiwum pt. Speculum oeconomicum dóbr Mordy etc.”, podany jest zapis w języku łacińskim: (…) In Pretorio Mordensi (…) W piątek przed Zielonymi Świątkami 1671 roku został spisany akt fundacji kościoła rytu greko – unickiego i obdarowania dziesięciną snopową z każdego majątku należącego do miasta Mordy, jaką  mieszczanie mają składać kapłanowi tegoż Kościoła w każdym roku, począwszy od 1671. Dnia 1 października akt ten został ogłoszony i podpisany przez dostojnego Jana Wybranowskiego, wojewodzica dorpackiego i mieszczan (…).

Jest to tylko akt fundacyjny i nie ma w nim mowy o uposażeniu parafii ziemią, ani o budowie świątyni. Cerkiew więc już była albo były bezpośrednie plany jej budowy. Jeśli zaś w dniu fundacji nie było cerkwi, to kto ją zbudował i uposażył parafię ziemią? Po unii brzeskiej fundatorami cerkwi unickich na Podlasiu byli bardzo często katolicy, bogaci właściciele majątków, w których żyła ludność obrządku wschodniego. Źródła potwierdzają, że Parafia unicka w Mordach została uposażona ziemią przez Ciecierskich.

Nie ma na to dowodów, ale można się domyślać, że cerkiew wybudował prawdopodobnie Stanisław Godlewski. Przemawia za tym choćby fakt, iż jego syn Jan ufundował w 1706 r. drewnianą cerkiew w Czołomyjach, więc można założyć, że w Mordach, będących miastem, świątynię unicką wybudowano wcześniej (albo już była i dlatego nigdzie nie wspomniano o budowie). W 1851 r. cerkiew w Czołomyjach spaliła się i na jej miejscu w latach 1858-59, z fundacji ówczesnego właściciela majątku Mordy Jana Zembrzuskiego, wybudowano nową, murowaną. Cerkwi w Mordach po pożarze w 1773 r. nie odbudowano.

• Cerkiew

Parafia unicka w Mordach pod wezwaniem Wniebowstąpienia Pańskiego, należała do dekanatu sokołowskiego, diecezji brzeskiej, a od 1828 r. chełmskiej. Położona była w środku miasta, w miejscu, gdzie obecnie stoi budynek Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych, przy ulicy 3 Maja 2. Wokół cerkwi znajdował się cmentarz, na którym grzebano zmarłych, o czym świadczy fakt wykopywania kości ludzkich podczas prac budowlanych prowadzonych w tym miejscu po wojnie. Istnienie cmentarza i jego rozmiary świadczą, że grzebano tam zmarłych od dawna, co można uznać za potwierdzenie tezy o istnieniu w Mordach cerkwi prawosławnej jeszcze przed unicką. Nie wiadomo jak dokładnie wyglądała cerkiew, ale na pewno była drewniana, podobna do innych istniejących na Podlasiu.

• Uposażenie parafii

Duchowni utrzymywali się z dziesięcin, posług dla parafian oraz z uprawy ziemi należącej do kościoła. Ilość gruntów parafii Mordy, podana w spisie cerkwi unickich diecezji chełmskiej z 1861 r., określona została na 30 morgów (ok. 15 ha). W protokole wizytacji kanonicznych z 1924 r. znajduje się informacja, iż do kościoła unickiego w Mordach należało około 3 włók ziemi położonej w szachownicy (włóka = ok. 17 ha). Z kolei rosyjskie dane statystyczne z lat 1877-1905 określają ten majątek na 8,5 włóki. Dane te są jak widać mocno rozbieżne. Wydaje się, że 3 włóki (ok. 50 ha) są wielkością najbardziej prawdopodobną. Dochody parafii wobec tego w optymistycznym wariancie wynosiły łącznie około 3 - 4 tys. zł polskich rocznie.

• Parafianie

Do parafii należeli początkowo mieszkańcy: Głuchowa, Czepielina, Czołomyj, Stoku Ruskiego, Wyczółek oraz unici z Mordów i innych okolicznych miejscowości, np. Ptaszki. W I połowie XVIII w. można zauważyć spadek liczby unitów w Głuchowie i w Wyczółkach, co świadczy o przechodzeniu ich do Kościoła łacińskiego. Pozostałe wsie twardo stoją przy obrządku greckokatolickim.

Przechodzenie unitów na katolicyzm było wówczas rzeczą normalną. Unitom nie robiło w zasadzie dużej różnicy, do której świątyni uczęszczają, tym bardziej, że po spaleniu cerkwi w Mordach (1773 r.) grekokatolicy z Głuchowa i z Wyczółek mieli bliżej do kościoła łacińskiego niż do najbliższej cerkwi w Czołomyjach. Poza tym, wikariuszem w kościele katolickim był przyjęty po pożarze cerkwi dotychczasowy proboszcz mordzkiej parafii unickiej ks. Tomasz Połoski. W ten sposób unici z wymienionych wsi zmienili powoli swój obrządek, i tak już zlatynizowany, z greckiego na łaciński.

• Zanik parafii

Według danych statystycznych z 1700 r. parafia unicka w Mordach liczyła 1000 wiernych. W 1789 r. liczba ta dramatycznie spadła do 300, ponieważ pozostałe wsie unickie po pożarze cerkwi oficjalnie przeszły do parafii w Czołomyjach. Ta zaś w połowie XIX w. liczyła 650 wiernych. W 1840 r. do parafii Mordy należały już tylko Mordy i Głuchów. Zanik parafii nastąpił w 1852 r., o czym świadczy fakt przekazania przedmiotów obrządku unickiego z kościoła katolickiego w Mordach do cerkwi w Czołomyjach. Mimo to, nieistniejącą już praktycznie parafią nadal administrowali popi z Czołomyj. Urzędowo została ona zniesiona dopiero w 1866 r.

• Duchowni

Pierwszym proboszczem parafii unickiej w Mordach był ksiądz Jakub Czynkowski. Następnym znanym był wspomniany ks. Tomasz Połoski. Za jego czasów cerkiew spłonęła (1773), więc został przyjęty do kościoła katolickiego, w którym nadal odprawiał nabożeństwa dla unitów. Po śmierci ks. Połoskiego parafią unicką administrowali proboszczowie z Czołomyj: Leonty Łada, Justyn Łada, Aleksander Łada i Emilian Bańkowski. Zanik parafii, bez względu na utratę świątyni, był naturalną konsekwencją trwającego już od początku XVIII w.procesu latynizacji miejscowych grekokatolików. Unici z Mordów

i z Głuchowa nie dążyli do odbudowy cerkwi, gdyż nie robiło im różnicy (zbyt dużej), do którego Kościoła należą. Wsie położone bliżej cerkwi w Czołomyjach pozostały wierne obrządkowi wschodniemu, by po roku 1905 przejść w większości na katolicyzm. W ten sposób zamysł twórców unii brzeskiej został w Mordach  zrealizowany. Nastąpiło zespolenie obu wyznań, choć można także stwierdzić, że znikło prawosławie. W sumie na jedno wyszło - Kościół chrześcijański w naszej parafii zjednoczył się.


Latynizacja i polonizacja unitów

Jedną z przyczyn prześladowania Kościoła unickiego była jego latynizacja i związana z nią dość silnie polonizacja unitów. Latynizacja oznaczała upodobnienie się Kościoła greckokatolickiego do łacińskiego, co rozpoczęło się już w XVIII w. Objęła wszystkie dziedziny życia kościelnego: liturgię, obrzędy, instytucje, struktury organizacyjne, architekturę, wyposażenie kościołów, strój i styl życia duchowieństwa, a nawet nazewnictwo. Nasilenie latynizacji zależało w dużej mierze od położenia cerkwi. W okolicach zamieszkałych przez ludność obu obrządków, jak chociażby w parafii Mordy, była ona częstsza i dokonywała się spontanicznie. Często w miejscowościach o ludności mieszanej, gdzie istniał kościół tylko jednego obrządku, zdarzało się, że księża uniccy i łacińscy odprawiali nabożeństwa zamiennie. Tak też było w Mordach po spaleniu się cerkwi. Wierni w wielu przypadkach uczęszczali do kościoła położonego bliżej miejsca zamieszkania, bez względu na obrządek, np. mieszkańcy Głuchowa do Mordów. Polityka nie obchodziła zbytnio ludzi prostych, a tych najwięcej było wśród unitów. Żyli oni własnym życiem. Z czasem, na skutek zgodnego współistnienia obrządku łacińskiego i greckokatolickiego, unici zaczęli przyjmować łacińskie zwyczaje, obrzędy liturgiczne, modlitwy i nabożeństwa paraliturgiczne, takie jak: różaniec, godzinki czy droga krzyżowa. W ich świątyniach pojawiły się organy, ławki, konfesjonały i dzwonki, niespotykane w obrządku prawosławnym. Wprowadzili mszę codzienną, urządzali procesje, używając za przykładem łacinników monstrancji, chorągwi, sztandarów, feretronów (przenośny, obustronnie namalowany obraz religijny w ozdobnych ramach) i dzwonków. W święta katolików unici uroczyście, w procesjach przychodzili do ich kościołów, gdzie księża uniccy odprawiali nabożeństwa, wygłaszali kazania i spowiadali. Łacinnicy z kolei udawali się na uroczystości odpustowe do cerkwi unickich. Niektóre święta obchodzono wspólnie, np. łacińskie św. Bożego Ciała i unickie św. Jozafata. Było nadal wiele odrębności między wyznaniami, a główne z nich to: używanie w liturgii greckokatolickiej języka starocerkiewnosłowiańskiego, przyjmowanie komunii pod dwiema postaciami (chleba i wina), używanie kalendarza juliańskiego i fakt, że księży unickich nie obowiązywał celibat. Latynizacja łączyła się ściśle z polonizacją. Duchowieństwo unickie kształciło się w szkołach łacińsko – polskich, zaczęto modlić się, śpiewać i głosić kazania po polsku, a pewne określenia z Kościoła wschodniego zamieniono na polskie, np. zamiast pop mówiono ksiądz, zamiast władyka – biskup, zamiast cerkiew – kościół itd.


Prześladowanie Kościoła unickiego na Podlasiu

W XVIII w. Kościół unicki w Rzeczypospolitej przeżywał okres rozkwitu. Liczył wówczas 8 diecezji, wzrastała liczba wiernych - około 4,5 mln, (wyznawców prawosławia - 0,5 mln) i majątek Kościoła. Cerkwie prawosławne w Hołubli i w Łosicach zamieniono oczywiście na unickie, zaś nowe parafie grekokatolickie dla mieszkańców Mordów i okolicy powstały w Mordach (1671 r.) i w Czołomyjach (1706 r.). Sytuacja Kościoła unickiego pogorszyła się po rozbiorach, gdy w zaborze rosyjskim znalazło się około 2,5 mln unitów. Bardzo szybko odczuli oni zmianę przynależności państwowej - różnorodne działania władz zmierzały faktycznie do „zjednania” unitów dla prawosławia, a w konsekwencji włączenia Kościoła greckokatolickiego do prawosławnego. Gdy to nie dało rezultatów rozpoczęły się rozwiązania siłowe: prześladowania i represje, szczególnie na Podlasiu. Jedną z przyczyn prześladowania Kościoła unickiego była jego latynizacja, czyli upodobnienie się Kościoła greckokatolickiego do łacińskiego i polonizacja unitów. Nie mogło to się podobać zaborcy, który przecież rozpoczął proces rusyfikacji Polaków. Wrogi stosunek Rosji do Kościoła unickiego w Polsce zaowocuje wkrótce straszną martyrologią unitów uważanych przez prawosławnych za zdrajców i odszczepieńców.

25 marca 1839 r. car Mikołaj I wydał dekret likwidujący Kościół unicki w Cesarstwie Rosyjskim, więc także na ziemiach polskich wcielonych do Rosji po Kongresie Wiedeńskim 1815 r. (głównie Litwa i Białoruś). W Królestwie Polskim pozostawiono jedną tylko diecezję – chełmską, którą tworzyło 270 parafii z 220 tys. grekokatolików. Zamieszkiwali oni zwłaszcza Lubelszczyznę, Podlasie i Augustowskie. W 1863 r. na Podlasiu mieszkało 103 tys. unitów, skupionych w 110 parafiach 7 dekanatów: bialskiego, kodeńskiego, łosickiego, międzyrzeckiego, wisznickiego, włodawskiego i sokołowskiego. Bezpośrednio po upadku Powstania Styczniowego rozpoczęło się ograniczanie wpływów Kościoła na społeczeństwo. Kolejne pociągnięcia władz wobec obu wyznań przygotowywały stopniowo grunt do likwidacji unii, osaczały wręcz unitów. 22 maja 1867 r. zniesiono rzymskokatolicką diecezję podlaską. Zniesienie diecezji podlaskiej nastąpiło m.in. w wyniku przeświadczenia władz o rzekomym „przyciąganiu” unitów przez łacinników. Kasacja diecezji podlaskiej i drakońskie kary stosowane wobec duchowieństwa łacińskiego za kontakty z unitami, odcięły unię od wpływów Kościoła łacińskiego.

Nastąpiło też szereg zarządzeń władz, mających na celu odsunięcie duchowieństwa katolickiego od spraw unickich. Pod groźbą wysokich kar grzywny, więzienia i zesłania, zakazano duchowieństwu łacińskiemu: grzebania zmarłych unitów na terenie cmentarzy katolickich, nauczania religii dzieci unickich, roznoszenia opłatków unitom, przyjmowania ich na służbę kościelną, udzielania im wszelkich posług religijnych, udzielania komunii i nauk poza budynkiem kościoła, spowiadania nieznajomych osób, swobodnego poruszania się bez zgody władz po obszarze diecezji i oddalania się poza teren parafii, zjazdów duchowieństwa, stawiania i reperowania krzyży przydrożnych itp. Po odcięciu unitów od kapłanów łacińskich zaczęto ich także pozbawiać własnych duszpasterzy. W ramach akcji mającej na celu rozbicie unii od wewnątrz, na przełomie lat 60-tych i 70-tych XIX w. wydano szereg zarządzeń, które całkowicie ubezwłasnowolniły duchownych unickich. Opór łamano karami - od finansowych począwszy, na zsyłce na Syberię kończąc. Było to tym łatwiejsze, że księża uniccy, których nie obowiązywał celibat, mieli żony i dzieci, więc łatwiej łamać wolę takiego człowieka, odcinając mu źródła dochodów.

Kapłani uniccy wykazali jednak godną postawę. Spośród 214 księży, którzy w 1866 r. byli proboszczami w diecezji chełmskiej, na prawosławie przeszło w 1875 r. tylko 59, czyli niewiele ponad 25%. 37 uciekło do Galicji, 33 deportowano do Rosji lub pozostawiono pod nadzorem policyjnym. Aż 87 proboszczów unickich zmarło w latach 1866-1875, co tłumaczyć mogą warunki w jakich im przyszło żyć: tułaczka, wygnanie, szykany ze strony władz. W miejsce opornych księży sprowadzano całkowicie posłusznych władzom rosyjskim duchownych unickich z Galicji, którzy nie utrudniali wprowadzania obrządku prawosławnego, a wręcz pomagali w tym władzom.

Pozbawiona wsparcia duchowego ponad dwustutysięczna rzesza unitów diecezji chełmskiej stanęła wobec alternatywy: bezbolesne przejście na prawosławie, co zapewniało szereg udogodnień natury ekonomicznej i spokój ze strony władz, albo poważne kłopoty w przypadku odmowy. Choć wielu mogło już nie pamiętać, jak likwidowano unię za Bugiem, to potęga aparatu represji państwa rosyjskiego była wszystkim aż nadto dobrze znana - od krwawego stłumienia Powstania Styczniowego minęło przecież tylko kilka lat. Mimo brutalnego postępowania władz, wielu unitów, szczególnie na Podlasiu, zdecydowało się na opór wobec wprowadzania prawosławnych porządków. W Europie XIX w. nie było już wojen religijnych, tymczasem na ziemiach polskich, na Podlasiu, taką barbarzyńską wojnę wielkie imperium rosyjskie wydało biednemu ludowi unitów.


Martyrologia unitów podlaskich

Pierwsza fala represji przeszła w latach 1867-1868. Miała na celu (…) oczyszczenie unickich cerkwi z katolickich naleciałości, ocalenie Cerkwi unickiej od pochłonięcia jej przez latynizm (…). Było to hasło oznaczające w praktyce likwidację Kościoła unickiego prowadzoną równolegle z osłabianiem wpływów Kościoła rzymskokatolickiego. Unici wielu podlaskich parafii nie chcieli wtedy dopuścić do usuwania z cerkwi wyposażenia uznanego przez władze za te „naleciałości” oraz do zmian w liturgii. Odprawiali popów prawosławnych przybyłych na miejsce usuniętych kapłanów unickich. Dla złamania zdecydowanego oporu unitów zastosowano wtedy: kary pieniężne, aresztowania, postoje wojsk, czasem również bicie. Mimo tego oporu w wielu  cerkwiach zlikwidowano ołtarze, (w miejsce których wprowadzono carskie wrota), organy, chorągwie i feretrony. Język polski zastąpiono rosyjskim, a nabożeństwa majowe, godzinki i różaniec, pieśniami i modlitwami z liturgii prawosławnej.

Początkowo władze próbowały nawrócić unitów „po dobroci”. Gdy to nie dało rezultatów zaczął się terror. Zastosowano pierwsze masowe bicie w parafii Łomazy (dekanat bialski), a w Janowie w 1868 r. władze sprzedały na licytacji świątynię unicką. Represje dotknęły m.in. parafie: Drelów, Międzyrzec, Gęś, Rudno, Dołha - dekanat radzyński; Kornicę, Mszannę, Próchenki, Swory, Łysów - dekanat konstantynowski; Piszczac - dekanat bialski oraz inne parafie dekanatów włodawskiego i sokołowskiego, m.in. parafię Czołomyje i Hołubla. Podczas tej pierwszej fali represji zaczęto zsyłać opornych unitów w głąb Rosji, a gdy władze lokalne nie dawały sobie rady do akcji wprowadzano wojsko. W tym i następnym roku unickie parafie na Podlasiu były praktycznie pod okupacją wojskową. Najpowszechniej stosowaną formą represji były kary pieniężne, wynoszące od kilku do kilkudziesięciu rubli dla opornych unitów, a 200-400 rubli dla całej wsi. Jeśli opór trwał nadal, kary były wielokrotne. Na poczet kary licytowano dobytek: inwentarz żywy, sprzęt gospodarski, odzież, pościel, wyposażenie domu, a nawet rozbierano zabudowania i płoty, aby je sprzedać na budulec lub opał. Doprowadzono w ten sposób nawet najbogatsze wsie do ruiny.

Równie, a nawet bardziej uciążliwe od kontrybucji, były dla unitów postoje wojska. We wszystkich wsiach  należących do opornych parafii rozstawiano na kwatery piechotę i konnicę, którą stanowili najczęściej wyjątkowo uciążliwi kozacy. W parafii stacjonowało zwykle kilkuset ludzi i koni. Postój taki trwał od kilku tygodni do kilku miesięcy, a w niektórych parafiach kilka lat (parafia Swory). Przebywające we wsi wojsko było na całkowitym utrzymaniu unitów. Musieli oni żywić ludzi i konie, znosić żołnierskie samowole, na które dowództwo przymykało oczy. W niektórych parafiach np. Ostrów i Parczew, stacjonujące tam wojsko dokonywało masowego gwałcenia kobiet. Żołnierze doprowadzali do zubożenia i ogołocenia wsi. Zjadali gospodarzom zapasy, wybijali inwentarz, tratowali pola, co w połączeniu z karami pieniężnymi prowadziło unitów do kompletnej ruiny. Po odejściu wojsk w domach pozostawały gołe ściany, obory bez zwierząt i stodoły bez siana, panował głód, choroby i śmierć.

Jak widać unici ginęli nie tylko od kul i bicia, choć to jest fakt najbardziej znany i wywołujący dziś największe wrażenie, lecz  także inne formy represji pośrednio zbierały żniwo śmierci i powodowały jeszcze większe cierpienia. Do najpowszechniejszych form prześladowań należało batożenie, i to nie tylko poszczególnych „prowodyrów buntu”, ale regularne bicie wszystkich mieszkańców wsi, które nie chciały przejść na prawosławie. Publicznej chłosty doświadczyli unici z co najmniej 42 wsi na Podlasiu. Mężczyźni dostawali najczęściej od 100 do 200 nahajek dziennie, a zdarzały się nawet przypadki, że liczba uderzeń sięgała 300 (Dołha, Łomazy), 400 (Hołubla), a nawet 500 (Rozwadówka). Młodzież i kobiety uderzano po 50-150 razy, a w Kornicy bito nawet dzieci od 10 roku życia. Często odbywało się to tak, że (…) mieszkańcy wsi byli najpierw bici przez kozaków tak długo, aż lekarz wojskowy stwierdził, że dalsze bicie zagraża ich życiu, potem przepędzano ich przez wpół zamarzniętą rzekę czy staw, po pas, do cerkwi parafialnej, wpuszczano jednymi drzwiami przez dwa szeregi wojska, podpisywano ich nazwiska na petycji wyznaniowej i wypuszczano drugimi drzwiami (…).Chłosta trwała często wiele dni, była najczęściejstosowaną metodą „nawracania” i przyniosła również najwięcej ofiar śmiertelnych. Następną przyczyną śmierci były szykany więzienne oraz salwy karabinowe do opornych unitów w Drelowie - 17 stycznia i w Pratulinie - 24 stycznia 1874 r. Łącznie w obu przypadkach zginęło 26 osób. Inną formą represji były aresztowania, których liczba w latach 1867-1875 sięgała znacznie ponad 1000 osób i objęła większość parafii unickich na Podlasiu. Aresztowanych osadzano najczęściej w Siedlcach, Białej i Brześciu, a także w Warszawie. Unitów trzymano w więzieniach od kilku tygodni do kilku lat, a stąd zsyłano ich często do północnych i centralnych guberni Rosji (800-1000 unitów), bywało że z całymi rodzinami. Drugie tyle powędrowało na wschód w latach 80-tych.

Oprócz strzałów w Drelowie i Pratulinie, do unitów strzelano także w Zabłociu (dekanat bialski). Szturmem wojsko zdobywało cerkwie w: Ortelu Książęcym, Łomazach, Hołubli, Włodawie, Hołownie i Parczewie. Użyto tam kolb, nahajek i broni białej. W wielu miejscowościach wojsko i żandarmi musieli zdobywać poszczególne obejścia unickie, w których matki wrzątkiem i kijem broniły swoich dzieci przed prawosławnym chrztem. Tam, gdzie wojsko szturmowało świątynie, unici bronili się w ten sposób, iż zbiorowo przybywali pod cerkiew, modlili się, nie oddawali kluczy zabranych nowemu duchownemu prawosławnemu, by nie wpuścić go do kościoła. Postawa unitów wobec atakującego i strzelającego wojska nie była agresywna. Rozumowali prosto: nie można oddać kluczy do świątyni duchownemu, którego przywiozło wojsko na miejsce wcześniej aresztowanego i wywiezionego ich proboszcza. Obrona świątyni była wyrazem ich woli trwania ze swoim Kościołem.

Różne formy represji dotknęły w latach 70-tych prawie wszystkie parafie unickie na Podlasiu. Szykany i prześladowania doprowadziły niektóre rodziny do ostatecznej determinacji. Przykładem może być samospalenie się czteroosobowej rodziny Koniuszewskich z parafii Kłoda w powiecie bialskim.

Druga fala represji wobec Kościoła unickiego nastąpiła w latach 1874-1875. Dokonano wówczas formalnej, ostatecznej likwidacji unii na Podlasiu. 2 lutego 1875 r. w Białej, w odebranym unickiemu zakonowi bazylianów kościele zamienionym na prawosławną cerkiew, biskup unicki Popiel, w imieniu swoim i wiernych przyjął prawosławie. 23 maja 1875 r. ukaz cara Aleksandra II skasował Cerkiew unicką w całym Cesarstwie Rosyjskim, co było równoznaczne ze zniesieniem diecezji chełmskiej. W wyniku tego wszystkich unitów uznano oficjalnie za prawosławnych, co wielce pomogło prześladowcom, gdyż ich działania były już formalnie zgodne z prawem. Po wydarzeniach w Pratulinie i Drelowie (1874 r.) nie zdarzało się już strzelanie, a po 1875 r. nie stosowano już bicia czy masowych pacyfikacji. Szykany wzmagały się jeszcze wiele razy, np. w 1887r. kiedy przeprowadzono spis ludności, w 1900 r. przy okazji stawiania krzyży rocznicowych, a także podczas stawiania krzyży cholerycznych w czasie epidemii. Opór wielu unitów trwał nadal, choć byli to przecież potomkowie tych z lat 1874-1875. Być może krwawy chrzest ojców, przyczynił się do ich nieustępliwej postawy. Rany na plecach goją się szybko, ale pozostają urazy w psychice trwające przez wiele pokoleń.

Wypadki zachodzące na Podlasiu w II poł. XIX w. podzieliły ludność unicką na tych, którzy dobrowolnie przyjęli prawosławie i na tzw. „opornych”. Ci ostatni nie bacząc na represje nadal zbierali się po domach, by odmówić wspólnie modlitwy. Unici stworzyli konspiracyjną sieć przerzutową sprawnie działającą na terenie całego Podlasia, wysyłającą do Galicji tych, którzy chcieli spełniać tam swoje potrzeby religijne. Problem unicki poruszali w swoich utworach polscy pisarze, np. Stefan Żeromski, Władysław Reymont, Adam Asnyk, Jan Kasprowicz czy Józef Weysenhoff. Jak nikłe były rezultaty akcji rosyjskiej świadczy wydarzenie z 1904 r., kiedy to udała się do Rzymu ponad 50 osobowa delegacja unitów, w celu złożenia petycji protestacyjnej opatrzonej 65 tys. podpisów do papieża Piusa X. Pielgrzymka ta wywołała duże zainteresowanie na Zachodzie i spowodowała interwencję dyplomatyczną Watykanu w Petersburgu. Kolejny raz upomnieli się unici o swoje prawa narodowe i religijne organizując wiosną 1905 r. wielką manifestację w lasach między wsiami Kozły i Rossosz. W skład delegacji, które przybyły z powiatów podlaskich, wchodziło ponad 5 tys. osób, nie licząc mieszkańców okolicznych wsi. Po odprawieniu przy ołtarzu polowym Mszy Świętej, księża ochrzcili ponad 300 dzieci i udzielili ponad 50 ślubów. Zebranych wzywano do nieustępliwej walki o polskość oraz przedstawiono im aktualną sytuacje międzynarodową.

Już wkrótce, bo 17 kwietnia 1905 r. ukazał się carski edykt tolerancyjny, znoszący przymus wyznawania prawosławia. Oporni unici w całym Cesarstwie Rosyjskim, w tym także na Podlasiu, uzyskali wreszcie prawo swobodnego wyznawania swojej wiary. Skończyło się, przynajmniej oficjalnie, prześladowanie, lecz świątyń unitom nie oddano, tylko pozwolono na budowę nowych cerkwi. Unici jednak nie powracali z reguły do dawnego obrządku, gdyż nie dowierzali władzom, które już wiele razy wydawały różne rozporządzenia, a później je ograniczały lub nawet odwoływały. Grekokatolicy zgłaszali się więc gromadnie do Kościoła rzymskokatolickiego. W ciągu jednego tylko roku po ukazaniu się edyktu do Kościoła łacińskiego przeszło ich około 100 tysięcy. Świadczy to o wysokim stopniu świadomości narodowej i religijności unitów podlaskich, w większości niewykształconych chłopów, którzy potrafili tak wiele wycierpieć i tak długo trwać w uporze przeciw narzucanemu siłą wyznaniu. Niepowodzenia carskich władz w nawracaniu na prawosławie i następująca mimo wszystko polonizacja unitów, miały wpływ na załamanie się polityki rusyfikacyjnej wobec całej ludności polskiej w zaborze rosyjskim.

Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę ponad 250 tys. unitów podlaskich przeszło na katolicyzm i opowiedziało się za Polską. 6 października papież Jan Paweł II wyniósł na ołtarze Męczenników z Pratulina, zwanych Męczennikami Podlaskimi. Beatyfikacja odbyła się dokładnie w 400. rocznicę unijnego Synodu Brzeskiego, którego rezultatem było powstanie Kościoła unickiego na terenie ówczesnej Rzeczypospolitej.


Męczeństwo unitów w Czołomyjach

W 1867 r. parafia unicka w Czołomyjach liczyła około 1000 wiernych. Należeli do niej unici z Czepielina, Czołomyj, Stoku Ruskiego, Ogrodnik i Wyczółek oraz przywiązani do dawnego obrządku mieszkańcy Głuchowa i Mordów, którzy nie mieli już własnej świątyni w mieście (spłonęła w 1773 r.). Podczas pierwszej fali represji w latach 1867-1868 Czołomyje stały się miejscem tragicznych wydarzeń. W 1867 r., w ramach wspomnianego „oczyszczania Cerkwi unickiej z łacińskich zaśmieceń i naleciałości”, (…) strażnicy napadli nagle na cerkiew i proboszcza, w nocy, aby uniknąć oporu parafian. Podczas tej akcji wyniesiono ze świątyni organy (…). W 1872 r. zabrano do więzienia w Siedlcach księdza Leona Terlikiewicza, proboszcza parafii unickiej w Czołomyjach. Zarzuty były typowe: odmowa przyjęcia ksiąg prawosławnych do cerkwi, nieprzyjazne usposobienie wobec biskupa Popiela i prawosławia oraz zły wpływ na swoich braci sąsiadów. Zarzucano mu także ubliżające prawosławiu wyrażenia wobec ludu i naczelników, iż (…) woli być pastuchem świńskim na wsi, aniżeli rosyjskim popem w swojej cerkwi (…). Parafianie stanęli w obronie bohaterskiego księdza i po raz pierwszy zapoznali się z kozackimi nahajkami, ponieśli straty w gospodarstwach w związku z nałożoną na opornych kontrybucją, a niektórzy z nich dostali się do więzienia lub zostali skazani na inne ciężkie kary. Jak już wspomniano, druga fala represji wobec Kościoła unickiego nastąpiła w latach 1874-1875, po zniesieniu Cerkwi unickiej na terenie całego Cesarstwa Rosyjskiego, więc tym samym na Podlasiu. Od tej pory działania władz były prowadzone w majestacie prawa, a opornych unitów traktowano jak buntowników. Wtedy to, zimą 1775 r., parafia w Czołomyjach przeżyła najsroższe cierpienia.

W styczniu i lutym naczelnik powiatu siedleckiego podpułkownik Kalińskij wprowadził tam kilkuset żołnierzy, którzy łupili i objadali chłopskie zagrody. Przerwał wszelką komunikację ze światem zewnętrznym, nie wypuszczając nikogo poza teren parafii. W końcu lutego dowódca karnej ekspedycji, widząc, że unici choć zubożali, nadal trwają przy swojej wierze, sprowadził do pomocy 200 kozaków z Sokołowa. Gdy na jego wezwanie nikt z parafian nie chciał przyjąć prawosławia, kazał rozpocząć systematyczne bicie ludzi we wszystkich wsiach należących do parafii. Nie zważano przy tym na wiek i płeć ofiar. Rozbierani na mrozie unici dostawali po 100, 200 lub nawet 500 uderzeń kozackimi nahajkami. Jeden dzień bito, a następnego dnia prześladowcy odpoczywali, zmęczeni widokiem krwi i rozpaczliwymi jękami katowanych. Trwało to przez 10 dni. Gdy doprowadzenie gospodarstw do ruiny i cierpienia fizyczne unitów nie dawały rezultatów, Kalińskij stracił nadzieję na „nawrócenie” parafii na prawosławie. Rozkazał jedynie spędzić wszystkich opornych przed cerkiew i tu, w obecności popa Felicjana Mazanowskiego, który przeszedł na prawosławie, napisano urzędowy raport, iż (…) parafia Czołomyje przychyla się ku prawosławiu i przeprasza popa (…). Był to jedynie kłamliwy dokument, gdyż faktycznie unici trwali w oporze.

Krnąbrna parafia musiała zapłacić kontrybucję, a najbardziej opornych popędzono na zsyłkę w głąb Rosji. Wśród nich byli: Michał Kobak – zostawił troje małych dzieci, żonę i siostrę; Adam Łopaciuk – zostawił jedno dziecko, żonę i starą matkę; Michał Selwic – zostawił żonę, dziecko i matkę.

Parafia poniosła ogromne straty materialne, wierni doznali wielu krzywd moralnych i fizycznych, lecz mimo to trwali przy swojej wierze do końca. Do historii oporu przeszli też w Czołomyjach organizatorzy unickich zjazdów: Józef Jaszczuk, Emil Łopaciuk i Marcin Michalak. Oprócz tych wydarzeń, istnieją inne przykłady mężnego zachowania się unitów czołomyjskiej parafii znane z opowiadań. Oto niektóre z nich, dziejące się już po 1875 r. W 1882 r. archijerej, czyli biskup prawosławny Modest, objeżdżał parafie unickie na Podlasiu, ale wszędzie stawiano mu bierny opór. W Czołomyjach na jego przyjazd pop nie mógł znaleźć nikogo do dzwonów. Strażnicy spędzili ludzi na uroczystość do cerkwi, gdzie wymagano od nich ucałowania ręki biskupa, ale nikt nie chciał tego uczynić. Gdy zaczęto zmuszać, ktoś zamiast pocałować ugryzł i uroczystość przerwano. Inny znów mieszkaniec parafii, gdy pomazany został przez popa olejem na znak bierzmowania, pobiegł do domu i brzytwą ściął skórę na czole,a następnie wrócił do cerkwi, aby pokazać, że już nie ma pomazania. Niejaki Hamluk wypędził dwóch synów z domu za to, że z ciekawości zajrzeli do cerkwi. Przyjął ich z powrotem po przyrzeczeniu, że więcej tam nie pójdą.

Cerkiew w Czołomyjach, po tym jak stała się prawosławną, z reguły świeciła pustkami. Z czasem nieliczni mieszkańcy przychylili się do prawosławia ze strachu, bądź znęceni obietnicami korzyści materialnych.

Parafia Czołomyje wycierpiała wiele, ale to, co wydarzyło się w pobliskiej parafii unickiej w Hołubli, to więcej niż męczeństwo. Tam wojsko szturmowało świątynię, bronioną dzielnie przez parafian.


Męczeństwo w Hołubli

Niedaleko Czołomyj leży wieś Hołubla. Jak już wcześniej wspomniano, cerkiew istniała tam od roku 1545. To do niej należeli prawdopodobnie unici z wiosek dworskich i z miasta Mordy, zanim powstała cerkiew w Mordach. Z tego właśnie powodu warto w tym miejscu wspomnieć o męczeństwie unitów w parafii Hołubla, tak przecież bliskiej Mordom. Jest jeszcze jeden powód: parafia ta, choć mała, ucierpiała jeszcze bardziej w okresie prześladowań niż parafia Czołomyje.

Parafia Hołubla należała, tak jak Czołomyje, do dekanatu sokołowskiego. W 1876 r. należało do niej zaledwie 200 wiernych. Byli to prawie wyłącznie mieszkańcy tej wioski, składającej się z 26 gospodarstw. Po odjęciu 7 domów łacińskich, pozostaje tylko 19 rodzin unickich.

W 1867 r. naczelnik Kalińskij przybył do Hołubli ze strażnikiem, wójtem i pisarzami, aby wynieść organy cerkiewne. Mieszkańcy parafii zebrali się, aby stawić opór. „Przekonano” ich biciem za pomocą nahajek, iż nie są w stanie obronić organów. Naczelnik mówił: (…) Dziękujcie Bogu, że nie zmuszam was, abyście sami wynieśli organy, lecz my to robimy wyręczając was. Ze mną większe parafie nic nie poradziły, a wy, mała gromadka, śmielibyście stawić opór ? (…) Parafia zapłaciła wtedy 6000 tys. zł kontrybucji.

W listopadzie 1872 r., po odrestaurowaniu cerkwi przez rząd, wyrzucono z niej unickie ołtarze, obrazy i chorągwie parafialne. Na miejsce tych przedmiotów zwieziono stosowne prawosławne przedmioty kultu: prestoł, stoły boczne i różne ikony. Unici widząc to wystąpili do naczelnika powiatu, aby zakazał strażnikom wyśmiewać się z ich chorągwi, dawnych ołtarzy i obrazów wyniesionych przed cerkiew oraz aby pozwolił im wnieść owe przedmioty z powrotem, gdyż są to pamiątki po ich przodkach. Kalińskij odpowiedział im, że to co wyniesiono z cerkwi jest polskie i buntownicze, a kto śmie tego bronić, buntuje się przeciwko cesarzowi i zasługuje na karę. Parafianie postanowili sami ukryć w cerkwi te przedmioty. Wówczas naczelnik powiatu przybył do Hołubli z Kozakami i całą gminną kancelarią, otworzono cerkiew i rozpoczęto wyrzucanie wszystkiego, co wnieśli parafianie. 19 gospodarzy unickich stanęło u drzwi cerkwi w obronie swoich świętości, a strażnicy ustąpili przed nimi, nie ośmielając się walczyć w cerkwi. Jednak rozgniewany naczelnik Kalińskij wrzasnął, iż (…) rozkaz carski jest świętszy aniżeli wszystkie cerkwie i polskie kościoły razem wzięte (…) i rozkazał kozakom ukarać unitów za bunt przeciwko carowi. Sam rzucił się na nich, a za jego przykładem poszli strażnicy i kozacy, bijąc, kalecząc i katując dotkliwie unitów. Wyrzuciwszy z cerkwi pobitych parafian i wszystkie sprzęty unickie, strażnicy zaczęli wnosić przedmioty prawosławne. Gospodarze, choć pobici i okaleczeni, znów stanęli przed drzwiami świątyni, broniąc jej od sprofanowania. Kozacy zaczęli ich bić powtórnie, a pobitych i zakrwawionych powyciągano za nogi na zaśnieżoną drogę. Do cerkwi wniesiono prawosławne przybory i ozdoby. Na drugi dzień wszystkich 19 gospodarzy skazano na kontrybucje, zabrano im bydło, owce i sprzęty gospodarskie, które następnie sprzedano za bezcen Żydom z Siedlec. Gospodarze leżeli pobici dochodząc do siebie przez kilka miesięcy. Po pół roku skazani zostali na kary więzienia, które odbyli w Siedlcach.

W lutym 1875 r. do Hołubli po raz kolejny przybył z Siedlec ten sam naczelnik Kalińskij. Zwołał wszystkich parafian i kazał im podpisać się na „utwierdzenie religii” , czyli potwierdzić podpisem przyjęcie prawosławia. Unici odmówili jednogłośnie, a gdy próbowali dyskutować usłyszeli takie oto słowa od rosyjskiego dowódcy: Ja mam ze sobą moich apostołów - kozaków, a gdy oni wam kości poobierają do czysta, wtedy poznacie czym jest wasza unicka religia i czy ona z waszym papieżem potrafi was obronić. Po tym rozkwaterował 100 kozaków u tych 19 gospodarzy, nakazując płacić włościanom pół rubla na utrzymanie każdego kozaka lub samemu go dobrze utrzymać. Dla konia kozackiego kazał dostarczać codziennie 6 garnców owsa i tyle siana, ile będzie potrzebował. Gdyby gospodarz nie miał żywności, musiał ją kupić, a gdyby nie miał pieniędzy, licytowany miał być jego dobytek. Postój kozacki trwał 6 tygodni, a naczelnik co tydzień przyjeżdżał, aby przekonać się, czy parafianie nie „zapragną” przyjąć prawosławia. Unici nie dość, że żywili kozaków i ich konie, to jeszcze musieli kryć się przed swawolami pijanych żołnierzy. Po 6 tygodniach, podczas których doszło do materialnego zniszczenia gospodarstw, do Hołubli znów przybył naczelnik Kalińskij. Stwierdziwszy, iż postój nie dał rezultatów, sięgnął do bardziej drastycznych metod. Unitów zebrano pod figurą św. Rocha, na tzw. krzyżowej drodze za wsią, i kolejny raz wezwano do przyjęcia prawosławia. Po odmowie rozpoczęło się batożenie przy pomocy nahajek, a każde kolejne odmowy powodowały dalsze bicie. Trwało to 6 dni. Jednorazowo uderzano opornych 100 razy, więc niektórzy unici dostali w sumie po 1000 uderzeń nahajką. Po sześciu dniach naczelnik kazał pędzić parafian po śniegu, gołymi rękami podczas mrozu kazał im zbierać śnieg z ogrodów i nosić na drogę, a oprócz tego nadal rozkazał bić kozakom unitów bez miłosierdzia. Byli tacy, którzy w ciągu dwóch dni dostali po 400 nahajek. Rzeczywiście Kalińskij dotrzymał słowa, gdyż ciało męczenników odpadało od kości i leżeli jak „nędzni Łazarze na mroźnym dworze”. Cały żywy inwentarz został wyrżnięty, komory i spichlerze splądrowane i zniszczone świeciły zupełnymi pustkami.

Wszyscy gospodarze ponieśli całkowitą stratę materialną za obronę swojej wiaryj. W wyniku ciężkiego pobicia i więzienia zmarło pięciu unitów ze wsi Hołubla: Mikołaj Klimiuk, Jan Lis, Jan Łopaciuk, Paweł Wilgórski i Teodor Wojciuk. Kiedy wszystkich mężczyzn z Hołubli zamknięto do więzienia siedleckiego, rozpoczęły się prześladowania pozostałych we wsi kobiet i dzieci. Kobiety zapędzono do prac w lesie i cały czas bito je bez wyjątków, sadząc, że pozbawione oparcia ze strony mężczyzn, jeśli same nie przyjmą prawosławia, to chociaż nie obronią swoich dzieci przed prawosławnym chrztem. Tak bito Apolonię Lis, która leżała potem całą noc na śniegu, a jej dziecko siłą ochrzczono. Matka wniesiona do domu, przeleżała chora pół roku i zmarła w wielkich cierpieniach. Zmarło też jej dziecko z przerażenia i nędzy. Przestraszone porwaniem dziecka do prawosławnego chrztu, cztery inne kobiety z Hołubli postanowiły bronić siebie i dzieci do ostatnich sił przed prawosławiem. Były to: Barbara Chodowiec, Marianna Chodowiec, Józefa Wojciukowa i Joanna Wojciukowa. Zamknęły się one w swoich domach niby w twierdzach. Atakujących strażników oblewały wrzątkiem, posypywały gorącym popiołem, a na koniec obrzucały kamieniami, garnkami, sypały solą i piaskiem, siekły siekierami i nożami. Gdy strażnikom, po zalaniu ognia pod kuchniami i pozbawieniu w ten sposób kobiet popiołu i wrzątku, udało się wedrzeć do ich domów, kobiety wraz z dziećmi schroniły się w piecach chlebowych, biorąc do obrony siekiery i noże. Strażnikom nie udało się wyciągnąć kobiet rękami, gdyż walczyły nożami jak „lwice”. Zaczęli więc rozbijać piece, a kobiety wyciągali za pomocą bosaków, czyli haków na długich drągach, służących do gaszenia pożarów. Wyciągając kobiety, szarpano bosakami ich odzież i ciała. Poranione i pobite, wiązano powrozami. Leżąc widziały jak strażnicy wydobywali niemowlęta z pieca i wynosili do popa na prawosławny chrzest. Po odjeździe strażników sąsiadki uwolniły kobiety, a te pobiegły do cerkwi, ratować dzieci z rąk oprawców, jednak nie wpuszczono ich do świątyni. Po chrzcie strażnicy rozpędzili kobiety nahajkami, a dzieci odniesiono i wrzucono do domów przez okna.

Hołubla, jedna z najmniejszych parafii unickich, doznała najcięższych cierpień. Oprócz daniny krwi musiała zapłacić daninę materialną – została doszczętnie zrujnowana przez kozaków i kontrybucje. Prawie wszyscy mężczyźni z Hołubli za swój opór zostali wywiezieni w dzikie stepy rosyjskie, do guberni chersońskiej. Będąc w więzieniu oświadczali, że po powrocie do domów natychmiast wyrzucą ze swojej cerkwi wszystko, co tylko znajdą w niej prawosławnego. Oto nazwiska zesłanych: Paweł Chodowiec – zostawił siedmioro dzieci; Michał Andrzejczuk – zostawił dwoje dzieci i ojca 90-letniego starca; Jakub Jaromiuk – zostawił pięcioro dzieci i żonę; Stefan Korabicz – zostawił dwoje dzieci i żonę, a także bardzo starych rodziców; Karol Radczuk – zostawił siedmioro dzieci i żonę; Wawrzyniec Łopaciuk – zostawił pięcioro dzieci i żonę; Wincenty Chodowiec – zostawił dwoje dzieci, żonę i ojca starca; Paweł Chodowiec – zostawił pięcioro dzieci i żonę; Jan Borsuk – zostawił córkę i dwóch dorosłych synów, wziętych w jednym roku  wbrew prawu do carskiego wojska; Jan Chodowiec – zostawił sześcioro dzieci, żonę i 90-letniego ojca; Mateusz Chodowiec – zostawił czworo dzieci i żonę; Józef Ogrodniczuk – zostawił jedno dziecię, żonę i matkę staruszkę; Andrzej Klimiuk – zostawił troje dzieci i żonę; Jan Klimiuk – zostawił dwoje dzieci i żonę; Piotr Zabuski – zostawił dwoje dzieci, żonę i ojca starca; Mateusz Chodowiec – zostawił dwoje dzieci i żonę; Tomasz Sielich – zostawił pięcioro dzieci i żonę; Wawrzyniec Wojciuk – zostawił troje dzieci, żonę i matkę staruszkę; Marcin Wojciuk – zostawił pięcioro dzieci i żonę; Konstanty Sielich; Jan Trochimiuk; Szymon Jaszczuk. W sumie 22 mężczyzn zesłano w głąb Rosji. Byli tak pobici, że jeszcze po trzech miesiącach nie można ich było poznać, tyle mieli ran i sińców na twarzach. Felczerzy z litości zszywali im usta, poranione i poszarpane twarze, przyszywali poszarpane uszy, prostowali wybite szczęki. Piotr Wołosiuk, Jan Bokowiec, Kazimierz Chodowiec i Jan Ogrodniczuk pozostali wprawdzie we wsi, lecz byli już kalekami, więcej leżeli niż chodzili, a w 1880 r. żaden z nich już nie żył.

Cerkiew w Hołubli została zamknięta, a pop przeniósł się do Czołomyj. Unici z tej wsi przez długie lata trwali w swojej wierze. Podtrzymywali ją aktywnie działający na rzecz oporu unitów przeciwko prawosławiu: Jan Iwański, Łukasz i Tomasz Jarociukowie, przewodnik Michał Kukawski, Józef Łopaciuk, Adam Ogrodniczuk, Jan Piotr Zabuski i Wawrzyniec Zabuski. Z 19 wywiezionych do Chersonia, powróciło do kraju tylko 7, a reszta zmarła tam w nędzy i cierpieniach. Z tych, którzy wrócili, wymienić można: Michała Andrzejczuka, Jana Chodowca i Jana Klimczuka. Po powrocie nie mieszkali w Hołubli, ze strachu przed prześladowaniami.


Prześladowania unitów w Mordach i okolicy

Kiedy rozpoczęły się prześladowania unitów na Podlasiu, parafia unicka w Mordach już nie istniała. Nie było świątyni, więc unici uniknęli konfliktu związanego z obsadzaniem prawosławnego popa. Nie bronili swego kapłana, gdyż w Mordach nie było go już od dawna. Unici mieszkający na terenie parafii przyłączyli się do Kościoła łacińskiego i przyjęli obrządek rzymskokatolicki. Nie prowadzono dla nich oddzielnych ksiąg, więc byli już łacinnikami i w zasadzie uniknęli prześladowań. Są dowody, iż zaborcy upominali się o grekokatolików w myśl przyjętej zasady, że ci którzy „oderwani zostali od cerkwi” i przeszli na obrządek łaciński, powinni powrócić do prawosławia.

Ksiądz Konstanty Roykiewicz, proboszcz mordzki, pismem z dnia 1 marca 1875 r. donosił do Konsystorza Lubelskiego, że (…) paroch prawosławny z Czołomyj sporządził listę ochrzczonych w kościele łacińskim dowodząc, że są unitami (…). Lista zawierała 33 nazwiska z podaniem daty chrztu, ale bez podania miejscowości. Oto ona: Bielak Marianna (7.09.1843), Hołubowicz Ludwika (20.08.1869), Goś Ignacy (9.02.1844), Matejczuk Apolonia (7.02.1846), Matejczuk Rozalia (9.08.1844), Suprun Grzegorz (4.10.1840), Tarasiewicz Eliasz (26.08.1848), Hamluk Wiktoria (21.12.1847), Kaczyńska Karolina (1.11.1855), Wojtiuk Karol (25.01.1850), Wojtiuk Stanisław (17.11.1855), Wojtiuk Tomasz (18.12.1853), Wojtiuk Wojciech (24.05.1867), Wołosiak Katarzyna (19.11.1863), Wołosiak Agnieszka (19.01.1867), Goś Wiktoria (28.05.1848), Goś Tomasz (9.10.1860), Goś Franciszka (30.11.1862), Goś Kacper (7.01.1865), Goś Katarzyna (31.03.1868), Kowalczuk Jan (26.06.1848), Kowalczuk Adam (20.12.1855), Kondraciuk Aleksander (27.03.1847), Matejczuk Józef (4.10.1851), Matejczuk Ludwik (17.08.1856), Matejczuk Marianna (30.03.1860), Matejczuk Aleksander (7.02.1863), Matejczuk Grzegorz (23.03.1865), Matejczuk Karolina (2.12.1867), Piekarska Paulina (4.01.1867), Tkaczuk Paulina (27.06.1869), Lewczuk Katarzyna (13.11.1846), Łastowiecka (...) (26.02.1863).

Także później szły skargi do Konsystorza, że w kościele w Mordach unici otrzymują posługę sakramentalną. Konsystorz przesyłał spisy tych wiernych do proboszcza parfii katolickiej w Mordach. Oto jeden z nich, gdzie przy niektórych nazwiskach są już podane miejscowości: 23.10.1878 – Maciej Kowalczuk z Mordów, 10.01.1879 – Kazimierz Iwańczuk z Wojnowa z rodziną, 5.05.1880 – Tomasz Suprun, synowie Jan i Aleksander oraz żona Marianna z Wyczółk, 29.12.1879 – Roch i Marianna Kalisz, 29.05.1880 - Dominika z Kaleńczuków oraz córki Antonina i Marianna, 18.11.1880 – Szczepan Antoniuk z dziećmi. Jak postępowano z wymienionymi w spisach ludźmi nie wiadomo, ale raczej nie pozostawiono ich w spokoju. Można przypuszczać, że stosowano wobec nich jedną z wielu możliwych form represji opisanych wcześniej. Potwierdzeniem tych przypuszczeń jest tragiczna notatka z 3 października 1876 r.: (…) Tomasz Matejczuk, zamieszkały w Ptaszkach, targnął się na własne życie z rozpaczy, kiedy zabrano mu córkę do chrztu w cerkwi. Został, jako katolik przyjęty do sakramentów w kościele w Mordach (…).Wielkich cierpień doznał Ignacy Klimczuk ze wsi Wyczółki. Był on znany ze swej szlachetności i przywiązania do wiary. Skatowanego i ograbionego Klimczuka zamknięto na rozkaz Kalińskiego w więziennej piwnicy w Mordach, aby tam skonał z głodu. Zabroniono pod karą zbliżać się do niego, a tym bardziej podawać mu jedzenie. Próbowali mu pomóc litościwi Żydzi, którzy podkradali się nocą i podawali mu żywność przez otwór w ścianie, lecz on nie mógł już się nawet podnieść, a tym bardziej jeść. W wyniku tych szykan Klimczuk ciężko zachorował. Uwolniony, zmarł w swoim domu na drugi dzień. Podobny los mógł spotkać każdego z wymienionych.

Nie było wprawdzie w Mordach krwawych wydarzeń na miarę Pratulina, Drelowa, Czołomyj czy Hołubli, jednak podany przykład świadczy o tym, że unici z dawnej parafii byli prześladowani. Mimo upomnień, zakazów i represji, bronili się przed prawosławiem. Choć nie istniała już parafia, to władze carskie upominały się o jej byłych wiernych i ich dzieci. Z pewnością można stwierdzić, że gdyby w Mordach była wtedy cerkiew unicka, to wierni, tak jak w innych miejscowościach na Podlasiu, stanęliby w jej obronie, a miasto stałoby się sławne przez męczeństwo swych unitów. Lepiej chyba, że tej sławy uniknęło. Warto zauważyć, że cierpienia psychiczne były często dotkliwsze dla prześladowanych, żyjących w ukryciu unitów, niż kary fizyczne. Wielu z nich wolałoby stanąć z podniesionym czołem naprzeciw prześladowców i jawnie bronić wiary, niż przeżywać ciche tragedie w obrębie czterech ścian zrujnowanego materialnie domu czy za murami więzienia. Ci ludzie to bezimienni męczennicy, o których krzywdach wiedzieli tylko najbliżsi sąsiedzi.

Prześladowania unitów nie skończyły się w 1875 r., lecz trwały aż do słynnego ukazu tolerancyjnego z 1905 r., w którym car znosił przymus wyznawania prawosławia. W latach 1875-1905 nie było już terroru, ale nadal trwały prześladowania wiary i polskości. Pomocy unitom znów udzielali księża katoliccy. Jednym z nich był wikariusz mordzki ksiądz Antoni Kotyłło, który prowadził w latach 1904-1905 szeroką działalność w Mordach i okolicy na rzecz trwających w oporze unitów, a Mordy zwano wtedy „drugim Krakowem” (tam prowadzono podobną działalność). O potrzebie pomocy unitom ks. Kotyłło pisał iż: (…) Musiał im ktoś podtrzymywać ducha, niecić zapał, hartować wytrwałość, pouczać, pielęgnować i obsługiwać te ideały, w obronie których było tyle ofiar, bohaterstwa i męczeńskiej krwi (...) Kościół i plebania były tą ostoją, tym ogniskiem, wskroś których życie prześladowanych grupowało się i formowało (…). Grekokatolicy, nieufni wobec władz carskich i „ukazu”, zaczęli masowo przechodzić na katolicyzm. Parafia rzymskokatolicka w Mordach w ciągu krótkiego czasu powiększyła się o przeszło 1000 wiernych. W 1904 r. liczyła według katalogu 4596 dusz, a już w 1907 r. 5638. Tylko nieliczni pozostali przy prawosławnej cerkwi w Czołomyjach. Radość unitów z możliwości swobodnego wyznawania wiary i z końca cierpień była ogromna. Jeszcze raz oddajmy głos Księdzu Kotylle, który opisywał objazd diecezji lubelsko – podlaskiej przez ks. biskupa Jaczewskiego: (…) Takiej entuzjastycznej uczuciowości wśród ludu, jaka była wówczas, przyszłe pokolenia nie ujrzą już nigdy. Odruch ludności był niezwykły. Nie było końca płomiennym mowom, pokazywaniu ran i blizn biskupowi (…).

Nowe czasy dla unitów zaczęły się kilkanaście lat później, w czasie I wojny światowej. Teren parafii Czołomyje Rosjanie opuścili w 1915 r., a wraz z nimi uciekł pop prawosławny. Cerkiew unicka w Czołomyjach wznowiona została jako kościół rzymskokatolicki, zaś dekretem biskupa Henryka Przeździeckiego z 1919 r. utworzono tam również parafię łacińską. Kościół unicki, istniejący przecież obecnie w Polsce, nigdy już nie powrócił do Czołomyj ani do Mordów.

Mord czy Mordów?

W numerze specjalnym "Kulturalnika" z 2012 r., czasopisma wydawanego przez MGOK w Mordach, pojawił się artykuł Pani Katarzyny Janiak pt. "Mórd czy Mordów?" , który Pani Janiak zakończyła stwierdzeniem, że (...) poprawną językowo i etymologicznie formą genetivusa (dopełniacza) nazwy miejscowej Mordy jest forma Mórd (...). O ile na upartego, można by się zgodzić z poprawnością językową formy Mord, na pewno nie Mórd, to już etymologicznie obie są błędne,  wręcz zafałszowują pierwotne znaczenie nazwy naszego miasta. Oto głos w sprawie, która rozgrzewa od pewnego czasu co niektóre umysły, a wśród mieszkańców budzi raczej konsternację i zdziwienie, ponieważ my od dawna wiemy, że jesteśmy z Mordów - nie z mord, a tym bardziej z mórd.

Czytaj więcej...

Odwiedza nas 92 gości oraz 0 użytkowników.